freelancing / praca

Jak pracować z domu i nie zwariować

W styczniu miną 2 lata odkąd (z przerwami) pracuję z domu. Wcześniej nie byłam fanką tego rozwiązania, ale dość szybko się przyzwyczaiłam i udało mi się wypracować pewien system, a nawet znaleźć w tym wszystkim jakieś zalety. Wiem już, że praca z domu nie musi oznaczać gorszej produktywności, ale dalej można wpaść w kilka pułapek.

Jedna uwaga: nie jestem freelancerką, pracuję na etacie i to trochę zmienia perspektywę, bo obce mi są typowe dla freelancerów problemy, jak brak stabilności, czy czekanie na przelew. Z drugiej strony współpracowałam z wieloma freelancerami, więc wiem jak to wygląda po drugiej stronie barykady.

Praca z domu: Za i przeciw

Zalety i wady pracy zdalnej są dość oczywiste. Z jednej strony jest wygoda pracy z domu, brak dojazdów, bardziej elastyczny czas pracy (choć to akurat często mit), lepszy kontakt z rodziną. Z drugiej strony samotność, poczucie izolacji i uwięzienia w domu. Czasem coś, co dla jednej osoby jest zaletą, dla innej może być problemem nie do przejścia. Postaram się nie powtarzać więcej banałów, tylko podzielić się tym, co u mnie działa. Piszę z perspektywy bezdzietnego ekstrawertyka i zdaję sobie sprawę z tego, że nie są to rady uniwersalne dla każdego.

 

praca z domu

 

 

Co robić, żeby pracować z domu i nie zwariować?

  1. Wstawać rano. Wylegiwanie się do południa nie ma żadnego sensu, a tylko sprawi, że będziemy pracować do późnego wieczora. Czasem i tak trzeba, często można, ale po co samemu pozbawiać się czasu na inne rzeczy? Jeśli druga połówka wychodzi rano do pracy, lepiej wstać w tym samym czasie, zjeść razem śniadanie, a potem od razu ruszyć do swoich zajęć.
  1. Robić dokładnie to samo, co robilibyśmy wychodząc z domu do pracy, powtarzać poranne rytuały. Jesz śniadanie i czytasz wiadomości, zakładasz lepsze ubrania, układasz włosy? Rób to też zanim zaczniesz pracę w domu. Sama nie mam w ogóle ubrań, które nadają się wyłącznie do chodzenia w nich po domu, a siedzenie w piżamie przez cały dzień w ogóle nie jest fajne.
  1. Nie rozpraszać się tym, że w domu zawsze jest coś do zrobienia. Jest, ale zawsze może poczekać, praca nie powinna. Ustalić z domownikami, że pracowanie z domu nie znaczy, że przejmiemy wszystkie obowiązki domowe, bo tak samo jak ci wychodzący do pracy możemy nie mieć na nie czasu ani ochoty. Jeśli w biurowej kuchni ktoś nabrudził to raczej nie zabierasz się za mycie jej? No właśnie, w domu (w czasie pracy) też nie musisz.
  1. Koniecznie wychodzić do ludzi, jak najczęściej. Spotykać się ze znajomymi albo chociaż powymieniać maile. Iść na zakupy, na spacer. Łatwo zdziczeć kiedy się spędza większość czasu w domu i tylko we własnym towarzystwie.
  1. Pomyśleć o coworkingu. Praca w kawiarniach ma swoich zwolenników, ale nie należę do nich, bo zbyt łatwo się rozpraszam. Perspektywa wynajmowania biurka i faktycznego wychodzenia do biura jest o wiele bardziej kusząca, choć bywa kosztowna (szczególnie w Szwajcarii).
  1. Przygarnąć zwierzę, choć powodem nie może być oczywiście kaprys, bo to odpowiedzialność na wiele lat. Ale pracując z domu szczególnie docenimy futrzastych towarzyszy, a i one docenią, że mają nas często i blisko. Pies wyciągnie na spacer i do ludzi, a kot… Będzie gwiazdą każdej wideokonferencji. Kto ze mną pracował, ten wie o co chodzi.
  1. Dostrzegać pozytywy, bo istnieją! Długie dojazdy, korki, zima stulecia i inne zewnętrzne niedogodności nie mają na nas aż takiego wpływu jeśli pracujemy z domu. Nie jesteśmy przywiązani do jednego miasta, kraju, ani nawet kontynentu. Telepracownicy są lepiej wspani, mniej przemęczeni i rzadziej chorują.

 

Praca z domu – podsumowanie

Do niedawna regularnie wspołpracowałam z freelancerami z całego świata i z tego doświadczenia po obu stronach wiem, że taki system działa i nie ma powodów, żeby się go bać. Mało tego, zatrudnianie i praca na odległość to nie nowa moda, ale zmiana, którą coraz bardziej widać. Szacuje się, że już jedna trzecia Amerykanów miała w ubiegłym roku jakiś kontakt z telepracą, a i w Polsce pewne profesje, jak chociażby tłumacze, graficy, czy redaktorzy, coraz bardziej (chcąc nie chcąc) przenoszą się do domowych biur. Ja swoją pracę z domu traktuję jako przywilej, ale wiem, że niektórzy są do niej zmuszani, choć wcale nie chcą. Dalej więc nie wiem, czy zamiana biura na mieszkanie mi się podoba, ale faktem jest, że rynek pracy coraz bardziej idzie w tę stronę i trzeba się do tego przyzwyczajać. Z punktu widzenia pracodawcy perspektywa znalezienia pracownika niemal bez ograniczeń geograficznych jest bardzo kusząca, ale w drugą stronę działa to dokładnie tak samo.

  • Najwięcej trudności mam z punktem 1 i 3 🙁 Jakieś sposoby na przezwyciężenie słabości?

    • Z 3 też mam problemy… Marzy mi się osobny pokój na biuro, żeby chociaż symbolicznie oddzielić przestrzeń do pracy i unikać rozpraszaczy, ale na razie nie mam jak. Z 1 o tyle łatwiej, że o wiele lepiej mi się pracuje do południa niż wieczorami, więc jakoś udaje mi się zmotywować do niemarnowania przedpołudnia. Inaczej baaardzo ciężko mi nadrobić wieczorem.

      • Wszystko da się zrobić 🙂 Ja od miesiąca pracuję w studiu (jeden wspólny pokój), w którym mieszkam razem z mężem i dwójką dzieci. Cała trójka jest większość czasu w domu (bądź przed domem).To dopiero wyzwanie!

  • Ja mam wrażenie, również po kilku latach pracy z domu, że, wbrew pozorom, ekstrawertykom jest łatwiej ogarnąć społeczny aspekt pracy nie z biura, bo jako że naturalnie czują potrzebę bycia wśród ludzi, nie powinni mieć problemów z życiem społecznym po pracy. W przypadku introwertyków z kolei, czasem trzeba się zmuszać do wyjścia, gdyż w przeciwnym razie, wizja całego tygodnia spędzonego w domu wcale nie jest taka niemożliwa. 🙂

    Dochodzę też do wniosku, że „pokój do pracy” ma niesamowite znaczenie, bo w przeciwnym razie jest się w pracy niemal cały czas, jeśli nie fizycznie, to mentalnie.