praca

A może własna firma? Wywiad z założycielką agencji reklamowej

Pewnie część z Was od czasu do czasu myśli o tym, żeby pracę u kogoś zamienić na pracę u siebie. Nie muszę chyba nikogo przekonywać, że własna firma to nie jest łatwy kawałek chleba, z drugiej strony może dawać mnóstwo satysfakcji. Temat nie jest mi zupełnie obcy, ale sama nigdy nie zakładałam firmy, dlatego oddaję głos ekspertowi. O swojej agencji reklamowej AjPi Media zgodziła się opowiedzieć jej założycielka, Anna Petynia.

 

Jesteś absolwentką teatrologii i wcześniej pracowałaś w teatrze. Skąd pomysł na założenie agencji reklamowej? Opowiedz, jak wyglądała Twoja ścieżka kariery.

Anna Petynia, właścicielka AjPi Media
Anna Petynia

Oj, to trudne pytanie. Swoją drogę teatrologiczną zaczęłam jeszcze na studiach. I tutaj małe sprostowanie – jestem absolwentką specjalizacji teatrologicznej pierwszego stopnia, studia (zarówno licencjat, jak i magisterium) mam z informacji naukowej i bibliotekoznawstwa. Tak się złożyło, że koleżanka zabrała mnie na spektakl „Opowieści lasku wiedeńskiego” do Teatru im. Juliusza Osterwy w Lublinie. Próbowała wcześniej zabrać mnie na „Idiotę” ale się nie dałam. Może i dobrze, że zaczynałam od lżejszych spektakli.

Później zaczęłam pisać o teatrze w Teatraliach. W jednej z recenzji popełniłam duży błąd wynikający z nieznajomości historii teatru, który ktoś ze środowiska bezlitośnie mi wytknął. Jestem perfekcjonistką w pewnych aspektach – postanowiłam zatem uzupełnić wykształcenie. Później całkiem z przypadku trafiłam do Teatru Maska. Na etat. To nie był dobry pomysł, ale długo się go trzymałam – bo była praca, bo tylu znajomych jej nie miało. Bo teatr, realizacja wielkiego marzenia. Te trzy lata to czas wegetacji, olbrzymiego stresu i frustracji. Dzisiaj wiem, że to nie jest forma zatrudnienia dla mnie. Któregoś dnia, po ciężkim dniu w pracy wróciłam i stwierdziłam, że zakładam coś swojego. Impulsem był wielki kryzys. Później było już z górki.

Czym konkretnie zajmuje się AjPi Media?

W zasadzie żyję z pisania różnorakich tekstów na zlecenie, tworzenia stron internetowych, materiałów reklamowych, planowania kampanii reklamowych i prowadzenia komunikacji w mediach społecznościowych. Działalność zaplanowałam tak, że wybrane przeze mnie kody PKD (oznaczenia usług, które świadczę) obejmują także działalność kulturalną, pracę przy festiwalach – w zasadzie wszystko, co wcześniej robiłam na umowach zlecenie, bądź o dzieło.

AjPi Media - wejście do biura, własna firma

Biuro AjPi Media

AjPi Media istnieje na rynku już ponad 2 lata. Jak wyglądały początki? Co się zmieniło od 2014?

Początki… to rok 2009 albo 2010 (śmiech), kiedy założyłam pierwszy fan page, który prowadziłam. Podobało mi się to, marzyłam o pracy w dziale promocji w teatrze. W czasie pracy na etacie w „Masce” również imałam się różnych dodatkowych prac, bo trudno się żyje w dużym mieście za najniższą krajową. A ja lubię luksusowe usługi i ubrania. Wtedy na większość rzeczy nie było mnie stać. Dzisiaj jest zgoła inaczej – mogę kupić co chcę, ale nie kupuję, bo jak się okazuje jestem minimalistką i większości rzeczy nie potrzebuję.

Ale wrócę do tematu – początki były trudne. Długo dokładałam do biznesu, ZUSu, ale byłam konsekwentna. Bywało, że nie starczało na jedzenie, szczególnie kiedy skończyłam przygodę z etatem. Było mi wstyd prosić kogokolwiek o pomoc. Dzwoniłam do firm, wysyłałam oferty, uczyłam się branży, którą teoretycznie znałam. Po jakimś czasie zaskoczyło, telefony zaczęły dzwonić. Są miesiące, kiedy nie dzwonią – wtedy żyje się z niewielkiej górki, którą uda się odłożyć i ze stałych zleceń. Na szczęście mam już grono kilku stałych klientów. Jest niestabilnie, ale lubię tę adrenalinę, jaką daje własna firma.

Korzystałaś z inkubatorów przedsiębiorczości albo innej tego typu pomocy? Jeśli tak to jakie są ich największe zalety i wady?

Nie korzystałam. Dlaczego? Przeczytałam, że wszystkie moje pomysły automatycznie stałyby się własnością Inkubatora. Oj nie, co to, to nie!

Jak wygląda Twój typowy dzień pracy? Co sprawia Ci największą satysfakcję, a co jest najtrudniejsze?

Wstaję w zasadzie o której zechcę – choć staram się być na nogach przed 9. Żyję bez budzika. Jeśli akurat zarwę noc pracując, pozwalam sobie na dłuższe leniuchowanie. Później śniadanie i idę do biura. Pracuję prawie do 21, najczęściej w ciągu pracy robię sobie 2 godziny przerwy. Później idę na trening, czasem czytam książkę albo oglądam film. Weekendy to świętość – wtedy nie pracuję, muszę odświeżyć umysł. Od poniedziałku do piątku wyrabiam 200% normy. Akumulatory ładuję w czasie wyjazdów. Przez długi czas pracowałam w domu, ale dojrzałam do tego, żeby oddzielić sobie pracę i życie prywatne, które powoli buduję prawie od zera. Jak rozwijałam firmę, wszystko postawiłam na jedną kartę. Randki, wyjścia na piwo, imprezy – wszystko zeszło na drugi plan. Zaszyłam się w jaskini praca. Teraz, po dwóch latach, powoli chcę wrócić do normalnego życia.

Nie ukrywam, że jedyny czas wolny spędzam na siłowni. I wcale nie wyglądam jak koks, czy mega zgrabna laska – ruch jest mi potrzebny, bo po 12 godzinach przed komputerem zwyczajnie boli mnie kręgosłup. Zresztą do swojego wyglądu mam duży dystans. Satysfakcja to każdy zadowolony, czy wracający po kilku miesiącach klient, każde polecenie. To patrzenie się na to, jak rozwija skrzydła pracownik. Justyna Konarska, moja pracownica, która właśnie odeszła do innej firmy, wiele mi pomogła i nauczyła – dziękuję jej za to stokrotnie i życzę powodzenia w dalszej drodze! Najtrudniejsze jest ogarnianie papierologii, urzędów, przelewów. Nienawidzę tego.

Działasz w Rzeszowie. Jakie ma to znaczenie w kontekście Twojego biznesu? To dobre miejsce do pracy? Współpracujesz z klientami głównie na miejscu, czy na odległość?

W zasadzie nie ma żadnego. Mogłabym się przeprowadzić do Gdyni, Szczecina, na Teneryfę, Majorkę, Nowego Jorku. Pracuję online, w dobie Skype’a, telefonów i nowoczesnych narzędzi internetowych spotkania face to face nie są potrzebne. Jeśli trzeba to jeżdżę do Krakowa, Warszawy, Wrocławia i spotykam się z klientami.

Na koniec jakie rady dałabyś komuś, komu marzy się własna firma albo niedawno ją założył?

Jest taki piękny cytat z Konfucjusza: „Podróż tysiąca mil zaczyna się od jednego kroku…”. Jeśli zrobiliście ten pierwszy krok, to pozostaje być konsekwentnym w działaniu, pomimo porażek i trudności przeć do przodu. Przede wszystkim – wierzyć w siebie i nie słuchać tego, co mówią inni. Ludzie – szczególnie w Polsce – mają taką paskudną przypadłość równania do ziemi, hejtowania.

Bądźcie szczerzy wobec siebie i osób, na których Wam zależy – tylko na szczerości zbudujecie prawdziwe relacje. Ponadto trzeba mieć otwarty umysł na swoją branżę, nie bać się spotkań z ekspertami – rozmawiać i szukać inspiracji, które można znaleźć dosłownie wszędzie. Popełnicie niejeden błąd, ale właśnie te błędy nauczą Was więcej, niż ich niepopełnianie. Żyjcie po swojemu, według własnych zasad, niczego nie żałujcie. Mówcie o swoich uczuciach, walczcie o miłość, siebie. To wasze życie, szkoda go na narzekanie i siedzenie w pracy, która Was nie kręci i pozwala jedynie przeżyć od pierwszego do pierwszego. Moje prywatne motto to „Carpe diem” – życie „tu i teraz”, chwytanie dnia i chwili. Zawodowo cytat z Harva Ekera:  

Ludzie sukcesu ciągle się uczą i rozwijają, ludzie przeciętni uważają, że już wszystko wiedzą.

Dziękuję za rozmowę!